Świeżej,

 ładniej. Z pomysłem zmiany wyglądu tego miejsca nosiłam się od dłuższego czasu, tylko wciąż brakowało ostatecznego pomysłu. Po raz kolejny myślałam o pracach Muchy, rozważałam parę ostatnio poznanych węgierskich obrazów, próbowałam coś nawet wykrzesać z własnych zdjęć, ale gdy stwierdziłam, że to mętne nieco, zaczęłam przegrzebywać Internet w poszukiwaniu inspiracj. I pach! Wycinanki łowickie. Nie dość, że ładne i kolorowe, to jeszcze nieźle wpisuje się w moje ostatnie ludowe fascynacje. Zaczęło się od folk-metalu, później były táncházy, piosenki ludowe (madziarskie, nasze), ludowopodobne i ludowe granie w Winampie. Ja co prawda nie z Łowicza, a z Małopolski raczej, ale w polskim internecie ludowych motywów jak na lekarstwo jest, więc trzeba brać, co jest. No i jest. Mnie się podoba. Niestety, tylko w Operze wygląda do końca tak jak powinno (chciałabym, żeby jeszcze trochę inaczej wyglądało, ale nie jestem niestety taka sprytna w pisaniu stron internetowych), Firefox też daje w miarę radę, a IE jest gupi i coś źle wyświetla. A może to ja po prostu mam za starą jego wersję.
A naszło mnie na odświeżanie tego bloga na okoliczność mojej kolejnej już w tym roku akademickim choroby. Cały tydzień wysiadywałam tajniacko na zwolnieniu lekarskim w domu, to w końcu i coś pożytecznego się zrobiło. Poza posprzątaniem wreszcie pierwszy raz od miesiąca swojego pokoju. Ja muszę być bogata i zatrudniać sprzątaczkę, bo inaczej w moim przyszłym domu będzie makabryczny syf.
Przyszłego tygodnia wypatruję z jednej strony z nadzieją, bo wyjdę wreszcie do ludzi, a z drugiej z nadzieją mieszaną ze strachem, bo czuję, że muszę, MUSZĘ się w końcu uwolnić od tego, co mnie najbardziej mierzi ostatnimi czasy. Tylko po jednej nieudanej próbie strasznie się boję. Potwornie.
Chociaż bardziej boję myśli, która mnie coraz częściej nawiedza. Że już dziś, mając niespełna 22 lata jestem przegrana. Że moje największe marzenie, co do mojego życia jest już nie do spełnienia. Że już do końca będę zadowalać się półśrodkami. Przynajmniej nie mogę sobie zarzucić, że nie próbowałam czegoś z tym zrobić. Zresztą może tylko mi się wydaje, a wszystko jeszcze przede mną. Ale nie daje mi spokoju myśl, że może jednak nie...
Wysłałam papiery Finom, oddałam do przekazania Węgrom. Niech chociaż oni nie dadzą ciała jak Pecz dwa lata temu.


Lilly Lill 2010-02-26 17:16:27
skomentuj(0)




Świeżej,

Powrót na główną